Ostatnimi czasy rynek transportowy zalewa wiele technologicznych nowinek związanych z jednym z najbardziej optymalnych, patrząc na skalę makroekonomiczną przedsiębiorstwa, transportem intermodalnym. Decydując się jednak na przesłanie jednostki ładunkowej w ten sposób, musimy mieć z tyłu głowy wiedzę o szansach i zagrożeniach wynikających z przesłania czegoś w sposób „intermodalny”.

 

Bezdyskusyjne zalety tego transportu to przykładowo obniżenie kosztów transportu (oszczędność rośnie wprost proporcjonalnie ze wzrostem odległości, którą towar musi przebyć), brak narażenia na problemy komunikacyjne (takie jak korki drogowe, zakazy ruchu pojazdów, etc) oraz inne wynikające z możliwości przesłania dużej partii towaru jednocześnie.

Nic niestety nie jest jednobarwne, szczególnie w transporcie, trzeba zatem pamiętać o wadach tego rozwiązania. Wśród minusów znajdziemy niewątpliwie konieczności użycia specjalistycznych urządzeń przeładunkowych. Kolejną rzeczą, którą choć ekologiczny „intermodal” nie jest w stanie konkurować z transportem drogowym na krótszych relacjach jest transit time. Wtedy kiedy klientowi ewidentnie zależy na czasie możemy po prostu nie zdążyć lub nie wstrzelić się w rozkład, wtajemniczeni we transport kombinowany wiedzą o czym piszę.

Oczywiście istnieją wyjątki od tej reguły, mając bowiem swój pociąg blokowy możemy wpłynąć na jego rozkład, ale jest to jednak bardzo rzadka sytuacja. Ograniczeniem może być także brak dobrze rozwiniętej struktury, brak odpowiednich połączeń, a czasem i tak się dzieje, że transport ten najczęściej na krótkich odcinkach jest po prostu mało opłacalny. Warto pamiętać, że kalkulując stawkę intermodalną trzeba wziąć pod uwagę wszystkie składowe transportu licząc także koszty transportu drogowego (truckingu) oraz koszty magazynowania (w przypadku konieczności skomasowania masy towarowej koniecznej do wykorzystania ekonomicznej opłacalności transportu kolejowego), a także koszty przeładunkowe. Oczywiście wszędzie tam, gdzie potrzebna precyzyjna logistyka just-in-time, just-in sequence (np. automotive czy branża poligraficzno-wydawnicza, drobnica) „intermodal” co do zasady nie wytrzymuje konkurencji z transportem na kołach.

Utrzymuję jednak, że zawsze warto na bieżąco śledzić nowe potencjalne rozwiązania logistyczno- transportowe, które jeśli nie teraz, to w przyszłości pozwolą zoptymalizować koszty i stać się bardziej konkurencyjnym. Już od paru lat słyszy się o tym, że przechowywanie pustych kontenerów, jest tak samo kosztowne jak ich powrotny transport. Przecież ostatecznie i tak puste kontenery muszą być z powrotem przetransportowane do bazy skąd są pobierane, a klient przewoźnik ponosi tego koszt. Przy ofertowaniu trzeba to bezwzględnie ująć. Oczywiście najwięksi gracze w pewnym stopniu zoptymalizowali ten problem poprzez zbudowanie sobie dużej siatki transportowej zapewniającej pracę na powrót kontenera, ale nie zawsze jest to takie proste.

 

Źródło: scdigest.com

I tu z pomocą przychodzi nam nowa technologia kontenerów przyszłości. Nowe konstrukcje kontenerów podczas transportu drogą morską będą mogły być ułożone w 10-12 warstwach. Każda z nich musi być w stanie wytrzymać nacisk 350 ton, więc jest się o co bić! Zanim będą mogły być legalnie sprzedawane i eksploatowane, muszą rzecz jasna uzyskać niezbędne dopuszczenia i certyfikaty przyznawane przez odpowiednie instytucje i organy regulacyjne sektora żeglugi morskiej. Z tego co wiem, a jestem pasjonatem transportu intermodalnego są już firmy będące blisko tego rozwiązania. W obecnym czasie są już na rynku kontenery, które mogą być sztaplowane po 4 i układane na wagonach pociągu, to na tę chwilę wielki krok na przód dla zmniejszenia kosztów powrotu kontenerów w ruchu między europejskim. Czy można je już uznać za kontenery przyszłości?

 

Autor: Mateusz Burczyk – Export LTL & FTL Lider